Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia XX wiek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia XX wiek. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 maja 2021

"Posełki. Osiem pierwszych kobiet" O. Wiechnik

Jakże chciałabym, żeby karty podręczników, także historycznych, zapełniły się wreszcie, wyrzucanymi od wieków w sposób metodyczny poza nawias pamięci, kobietami. Żeby dziewczynkom dane było poznać nie tylko sztandarowe Marię Skłodowską-Curie i Emilię Plater, ale i inne ważne dla Polski i świata kobiety. Żeby zapełniono wreszcie ten wstydliwy dół ignorancji i wykluczenia. Żeby przestano wciskać kit, że historia mężczyzn jest uniwersalna, bo tak naprawdę jest tylko połową prawdy, historią mężczyzn, przefarbowaną na obiektywną, tak, jak historia arystokracji udaje historię całego narodu. Pora na dopuszczenie do głosu innych.

Cieszę się, że ostatnie lata obfitują w książki, które powoli tę wiedzę normalizują,  wprowadzają do ogólnej świadomości wybitne postacie kobiet, wyciągają z cienia ich osiągnięcia, wartości i ideały. 

Jedną z nich jest książka Posełki. Osiem pierwszych kobiet Olgi Wiechnik. Autorka opisuje w niej losy pierwszych polskich posłanek (czy jak kto woli - posełek). Zgrabnie łączy opowieść o ich życiu prywatnym z publicznym, powołując się na ocalałe dokumenty i wspomnienia osób, choćby pośrednio znających główne bohaterki. Historie przez nią opowiedziane nie nużą, pomimo dużej ilości informacji. Dzieje się tak dlatego, że opisują nietuzinkowe postacie, odważne i pracowite kobiety z krwi i kości. Pionierki i społecznice, często geniuszki w swoich dziedzinach. Kobiety waleczne, bo zwalczające nie tylko obiektywne problemy, ale i próbujące zburzyć patriarchalną ścianę, od której niejednokrotnie odbijały się ich inicjatywy. Te kobiety to bohaterki, godne pomników i nazw ulic. Najwyższy czas na ich docenienie.


Olga Wiechnik, Posełki. Osiem pierwszych kobiet, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2019






czwartek, 8 grudnia 2016

"Papież i Mussolini" D.I. Kertzer



Mussolini trzymał w swoim gabinecie popiersie Napoleona, Hitler – Mussoliniego. Faszyzm dał początek nazizmowi. A cały ten „łańcuszek” naznaczony był obficie ludzkimi ofiarami. Liczonymi w milionach.


Mussolini był ludobójcą. Spotkała go za to kara. Ale zanim jego żywot dobiegł końca, realizował skutecznie swój plan dotarcia na szczyt. A papież, Pius XI, wydatnie mu w tym pomógł. Zupełnie interesownie. Za przywileje dla Kościoła katolickiego. Kosztem wolności, tolerancji, socjalistów, Żydów, demokracji. 

Pius XI dał się uwieść i przez szereg lat tworzyli z Mussolinim zgrany duet. W miarę wzrostu władzy faszystów, współpraca zaczęła szwankować. Szala coraz bardziej przechylała się na stronę świecką. I chociaż konkordat uczynił z Włoch państwo wyznaniowe, papież czuł, że ma coraz mniejszy wpływ na duce.

Kertzer wiele lat poświęcił na zbieranie materiałów do książki. Prześlęczał mnóstwo godzin w bibliotekach i archiwach Watykanu, wyszukując danych potrzebnych do rzetelnego przekazania informacji o tamtych czasach. Dlatego mógł stworzyć naprawdę wiarygodny obraz. Fascynujący i zarazem przerażający. Uzmysławiający po raz kolejny, jak garstka ludzi, łącząc siły, może zaszkodzić ludzkości.

  • David I. Kertzer, Papież i Mussolini. Nieznana historia Piusa XI i rozkwitu faszyzmu w Europie, tłum. Jan Dzierzgowski, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016






poniedziałek, 7 listopada 2016

"Ballada o kapciach" A. Kaczorowski



Ballada o kapciach. Ale ta ballada taką bardziej gawędą, bardziej wspomnieniem się jawi. Krokiem w historię. Trochę własną, trochę przodków, a trochę wspólną. Ale na pewno ciekawą. Jak każda opowieść o życiu. 

Jest w tej opowieści Aleksandra Kaczorowskiego miejsce dla dziadków i rodziców, dla wujów i ciotek, dla miejsc bliskich jego sercu. Szukamy więc razem z nim jego korzeni. Błąkamy się po pamięci jego i jego najbliższych. Krążymy po ziemi mazowieckiej, docierając do Sochaczewa, Żyrardowa, Grodziska Mazowieckiego i kilku innych miejscowości, mając za przewodnika rzetelnie przygotowanego do tej roli autora. Bo odwołuje się on do tekstów m.in. Pawła Hulki-Laskowkiego, Stanisława Rembeka, Izaaka Babla. Wrzuca on w swoje eseje również odrobinę reportażu. I rozmawia, rozmawia, rozmawia, ciągnąc za języki nie tylko najbliższych.

I tak dowiadujemy się np., że przedwojenny Żyrardów miał swoją aferę finansową, że Sochaczew mógłby zostać nazwany miastem „frontu”, gdyż tyle razy ścierały się tu i w jego okolicy różne armie, że w Grodzisku żył Franciszek Kłos, bandyta i kolaborant, którego losy zostały nie tylko opisane, ale i sfilmowane. 

Kaczorowski sypie wiedzą i anegdotami, porusza różne tematy całkiem subiektywnie, czasami ostro, bardzo emocjonalnie, nie kryjąc swoich sympatii i antypatii. Dlatego nie jest bezbarwny i dlatego czyta się go z zainteresowaniem.


  • Aleksander Kaczorowski, Ballada o kapciach, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012

poniedziałek, 24 listopada 2014

"Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej" S. Koper

subiektywna ocena książki: 4/6


adres obrazka
W okresie dwudziestolecia międzywojennego wśród elit panowała dość lekka swoboda obyczajów. Panowie oficjalnie byli żonaci, ale zdarzały im się skoki w bok. Ze skakania oczywiście wynikały różne perypetie, poczynając od dzieci z nieprawego łoża na zmianach wyznania wiary, by móc zalegalizować kolejne związki, kończąc. I dotyczyło to także tych „z zasadami”, czyli np. Józefa Piłsudskiego. Z jednej strony uzdolnionego przywódcy, z drugiej nieudacznika w kwestiach domowych, potrafiącego samodzielnie przygotować jedynie herbatę. Mężczyznę który bez skrupułów odbił ukochaną rywalowi(Romanowi Dmowskiemu), by się z nią ożenić, a po latach zostawić ją dla młodszej. Dmowski nigdy mu tego nie wybaczył, tym bardziej, że jego miłość do pięknej Marii pozostała wierna i nigdy się nie ożenił.

Równie poplątane życie prywatne miał Ignacy Paderewski, bożyszcze tłumów, ówczesny idol na miarę Elvisa Presleya, spotykający się w niektórych momentach z dwoma kobietami naraz, czy „pierwszy ułan Rzeczypospolitej” Bolesław Wieniawa-Długoszowski, imprezowicz i kochany przez płeć piękną bawidamek. 

Oprócz nich Sławomir Koper opisał jeszcze życie prywatne marszałka Rydza-Śmigłego, prezydentów Wojciechowskiego i Mościckiego (ci ostatni byli raczej grzeczni i unikali skandali) oraz nieszczęśliwego Walerego Sławka, którego największa miłość, Wanda Juszkiewiczówna, pasierbica Józefa Piłsudskiego, zmarła z powodu ropnego zapalenia wyrostka, mając jedynie dziewiętnaście lat. 

Barwną opowieść o ludziach autor uzupełnił tłem obyczajowym, dorzucając anegdoty m.in. o balach i polowaniach organizowanych przez ówczesnych rządzących. 



  • Sławomir Koper, Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej, Oficyna Wydawnicza RYTM, Warszawa 2009


piątek, 4 stycznia 2013

"Pianista" W. Szpilman

subiektywna ocena książki: 5/6


Przed laty oglądałam Pianistę w reżyserii Romana Polańskiego. Przyznam, że zrobił na mnie wrażenie. Dlatego, gdy ujrzałam książkę o tym samym tytule, postanowiłam ją przeczytać. Tak dla porównania, a przy okazji i dla odświeżenia pamięci.

Szpilman napisał swoje wspomnienia na gorąco, zaraz po wojnie. Pierwsze ich wydanie, mocno okrojone przez cenzurę (w tym przypadku w osobie Jerzego Waldorffa), ukazało się w 1946 pod tytułem: Śmierć miasta

Ingerencji należało się spodziewać, gdyż autor poruszył w swoim pamiętniku niewygodne dla stalinowców i Izraela tematy. Nie zataił bowiem faktu kolaboracji z nazistami niektórych Żydów i Polaków, nie przemilczał okrucieństwa nazistów litewskich i ukraińskich, bez skrupułów znęcających się nad okupowanymi, bez mrugnięcia okiem mordujących ich (dla przyjemności i dla łupów). W tamtych czasach trzeba było „chronić” dobre imię „bratnich narodów”. Prawda nie była aż tak istotna.

Książka ukazała się zatem w 1946 roku i wkrótce „słuch o niej zaginął”. Dopiero po upływie ponad pięćdziesięciu lat została ponownie wydana (1998). W Niemczech. I od tego czasu zaczęło być o niej głośno. Wkrótce zaczęto wydawać ją w innych państwach, nie tylko europejskich. Znalazła się  na listach najlepszych książek 1999 roku m.in. takich gazet jak „The Times” i , „The Guardian”. A w końcu dotarła do Polski, gdzie wydano ją w 2001 roku. 

Do moich rąk książka dotarła w 2012. 

Nie są to wspomnienia wojenne z gatunku najbardziej drastycznych, jakie dane mi było kiedykolwiek czytać, ale są na pewno poruszające. Szpilman pokazuje w nich kawałek swojego życia, które w tamtym okresie zostało brutalnie zgnojone przez niemieckich oprawców. Pokazuje walkę, nie tylko z zewnętrznymi przeciwnościami, ale i z samym sobą. Słabość zaszczutego człowieka, który, mimo wszystko, ma jeszcze siłę walczyć o przetrwanie. Opisuje też tych, którzy nie wytrzymali presji i stali się zdrajcami i katami. Którzy sprzedawali towarzyszy niedoli, by choć trochę przedłużyć własną egzystencję i tych, którzy najzwyczajniej w świecie chcieli się dorobić na cudzym nieszczęściu, jak niejaki oszust Szałas, „opiekujący” się tak troskliwie Szpilmanem, że o mało tamtego nie zagłodził.

Szpilman kontrastuje wojnę i rodzinę. Rodzina to ostoja ciepła i bezpieczeństwa, miłości, poświęcenia dla bliskich, wojna to czas odbierania tego wszystkiego. Niszczenia i gnojenia. Niedobry czas, w którym królują jednostki zdegenerowane i sadystyczne. 

Autor pozostawia jednak światełko nadziei w ludzi. Jak chociażby opisując pomoc zaoferowaną mu przez oficera Wehrmachtu, Wilma Hosenfelda, dzięki której udało mu się dotrwać do końca wojny. 

Bo wojna oprócz łotrów objawia także bohaterów. 

Nie można przecież zapomnieć o tych ludziach, Polakach, którzy z narażeniem życia ukrywali go w swoich mieszkaniach, którzy organizowali mu w tych trudnych czasach pożywienie, dodawali mu otuchy. Dzięki którym samotność osieroconego człowieka stawała się do zniesienia.

·         Władysław Szpilman, Pianista, Wydawnictwo Znak, Kraków 2003

poniedziałek, 3 grudnia 2012

"Byłem ostatnim cesarzem Chin", Pu Yi



Oglądałam kiedyś film o ostatnim cesarzu Chin. Było to na tyle dawno, że szczegóły zatarły się w mojej pamięci, więc z czystym sumieniem mogłam sięgnąć po książkę.

Nie oszołomiła mnie. Chyba dlatego, że za dużo w niej było polityki i chińskich nazwisk, które z trudem udawało mi się dopasowywać do licznych podwładnych cesarza, pchających się do koryta bez oglądania się na innych (łącznie z samym cesarzem). Z treści wyłonił mi się jednak obraz Zakazanego Miasta, panujących tam zwyczajów i charakterystyka samego władcy, rozpieszczonego małolata, pustego i rozrzutnego, który nawet po abdykacji roztrwaniał majątek dynastii i publiczny. 

Mogłam dowiedzieć się m.in. o stosunkach panujących w dynastii mandżurskiej Aisin Gioro, o władzy cesarzowych i żon, intrygach eunuchów, o marionetkowym państwie Mandżukuo oraz o systemie nauczania młodocianego Pu Yi (rozbroiło mnie karanie za jego błędy i nieprzygotowanie jego kolegów… wszak cesarzowi nie wolno było zwracać uwagi). I przyznam, że wcale nie zauważyłam, by ten system polityczny był bardziej humanitarny niż te, które nastąpiły później. Nie dziwię się zatem Chińczykom, że nie chcieli restaurować cesarstwa. Pasożyt z tytułem to przecież nadal pasożyt. 



  • Pu Yi, Byłem ostatnim cesarzem Chin, tom 1, tłum. Jolanta Mach, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1988