Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LGBT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LGBT. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 maja 2021

"Cukry" D. Kotas

To książka ucieczka nie-ucieczka. Taki paradoks. Jak w życiu czasami bywa.  Chęć ucieczki od siebie, ale z przemożną potrzebą drążenia w sobie.

Autorka gra z nami w odsłanianie siebie, dokopywanie się do głębszych pokładów swojego wnętrza, a jednak... nie przekracza cienkiej granicy, za którą leży bezwstydny ekshibicjonizm. Pokrywa wszystko poetyckim klimatem, tym cukrem pudrem na smutku, cierpieniu i popiele. Gdyby się go zdmuchnęło, bolałoby o wiele bardziej. Jak świeżo rozdrapana rana.

Ale przecież ta książka to nie literatura faktu. Wspomnienie może zostać odbite w krzywym zwierciadle pamięci, może zostać przycięte lub rozciągnięte. Liczy się tylko wola twórcy.

Cukry płyną wartką narracją. Wciągają. Dzięki swojej anegdotyczności, bogactwu obrazowania, odwadze szczerości wyznania. To "siedzenie w cudzej głowie" okazuje się interesującym doznaniem artystycznym. Wygodnym i bezpiecznym, bo zawsze można z niej wyjść i wrócić do własnej rzeczywistości. Chociaż czasami nie aż tak bardzo odmiennej. Dlatego wielu tak bliskiej.

Polecam wrażliwym duszom.



Dorota Kotas, Cukry, Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2021


środa, 1 marca 2017

"Pod prąd" R. Biedroń



Robert Biedroń jest takim polskim kopciuszkiem, który stał się królewną. Zaczynał od dostawania „po łbie”, a skończył na stanowisku prezydenta Słupska. Kariera rodem z Hollywood. Iście w stylu amerykańskim. Jak na warunki naszego kraju – wręcz cud.

Podoba mi się jego działanie i samozaparcie. To dążenie do realizacji marzeń, odwaga do bycia sobą i otwartego głoszenia własnych poglądów, to parcie „pod prąd”. Niewątpliwie jest liderem, jak sam siebie określa. I popieram wiele jego rozwiązań i pomysłów, bo jakoś mi tak do nich blisko. 

Cieszę się, że dane mi było przeczytać wywiad rzekę z tym człowiekiem. Było to naprawdę ciekawe doznanie i poznanie.


  • Robert Biedroń, Magdalena Łyczko, Pod prąd, wydawnictwo Edipresse, Warszawa 2016


piątek, 17 lutego 2017

"Muskając aksamit" S.Waters



Ileż to ja już lat temu planowałam przeczytanie tej książki? Cztery, pięć? Ale w końcu ukonkretniłam zamysły i „wykonałam” plan. A wrażenia?  Hmmm…

Zapowiadało się na romans historyczny i takowym się okazało(żeby jednak nie zawęzić kategorii, powiem, że jest to również niezła powieść obyczajowa), chociaż autorka odbiegła od tradycyjnego modelu akcji, opartego na perypetiach mężczyzny i kobiety, wprowadzając bardziej złożone relacje międzyludzkie.

Główne skrzypce oddano narratorce nieheteronormatywnej, Nancy Astley, prostej dziewczynie, córce sprzedawcy ostryg z Whistable. To jej barwne życie stało się kanwą powieści. A naprawdę, miała o czym opowiadać…

Bo ze zwykłej, pracującej w sklepie ojca, osiemnastolatki stała się gwiazdą londyńskich scen. Późniejsze jej dzieje wyglądały różnie, zdradzę tylko, że w pewnym momencie swojego życia upadła z wielkim hukiem.

Jak na romans przystało – wszystko to dzięki miłości i przez miłość.

Waters  świetnie wprowadza czytelnika w historyczne realia dziewiętnastego wieku , ukazując ich koloryt i urozmaicenie. Pokazuje mu „od podszewki” londyński „szołbiznes”, zasady panujące w ówczesnym półświatku, życie zwyczajnych ludzi. 

Opowieść Nancy daje okazję do zapoznania się z różnymi warstwami społecznymi, od ubogich po najbogatsze, z wyszczególnieniem środowisk homoseksualnych. 

Wyjątkowo cenne jest ukazanie ówczesnej mentalności, pruderii i zakłamania, prowadzących do niszczenia jednostek i wypychania ich poza społeczeństwo lub odbierających im prawo do zachowania własnej tożsamości.

Jak na literaturę dla dorosłych przystało, nie zabrakło też scen łóżkowych, niektóre zakwalifikowałabym nawet do lekkiej pornografii. Na szczęście nie są one dominującym elementem powieści i stanowią jedynie obrazowe uzupełnienie obyczajowości epoki.


  • Sarah Waters, Muskając aksamit, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, tłum. Magdalena Gawlik-Małkowska, Warszawa 2009


piątek, 6 stycznia 2017

"Kręgi obcości", M. Głowiński

Każdy z nas wkracza czasami w jakiś krąg obcości, w którym wszystko go uwiera i ciśnie, z którego chciałby jak najszybciej się wydostać. I na ogół mu się to udaje. Wcześniej czy później. Ale są też wyjątki. Zdarza się, że wyalienowanie staje się drugą skórą, prowadzi do zamknięcia w sobie, do lęku przed innymi, do depresji, a nawet samobójstwa. Trudno bowiem jest być papugą wśród wron, chcących za wszelką cenę zadziobać odmieńca. I chociaż czasami wystarczy po prostu wyjechać, uciec ze strefy zagrożenia, nie zawsze jest to możliwe i decydują o tym różne względy, nie tylko zewnętrzne.

Michał Głowiński w swojej książce Kręgi obcości uchyla nam rąbek tajemnicy, odsłania swoją przeszłość, dzieli się swoimi lękami i spostrzeżeniami. Oglądamy zatem świat, szczególnie Polskę, z perspektywy człowieka, który przeżył holokaust, był skazany na zagładę, a jednak przeżył. Wbrew wszystkim przeciwnościom. Dzięki pomocy dobrych ludzi, obcych i przyjaciół. Zdarzenia te zdeterminowały jego życie, „obdarowały” klaustrofobią i wyjątkowym przeczuleniem na wszelakie objawy antysemityzmu, zaś w szerszym pojęciu rasizmu i nietolerancji.

Autor dotyka też innej swojej „rany”, jaką jest homoseksualizm. Zdradza swoje zmagania z własną naturą, życie w poczuciu winy i strachu przed odkryciem przez innych prawdy, opowiada o swojej długoletniej samotności (nie do końca z wyboru) i o marzeniach znalezienia swojej połówki. I w końcu o przemianie tej sfery życia,  coming oucie, wyzwoleniu.

Bardzo ciekawie opisuje również Michał Głowiński swoją ścieżkę zawodową, która zaprowadziła go do profesury i ugruntowanego miejsca pośród wybitnych badaczy literatury. Kolejne etapy relacjonuje wyjątkowo skrupulatnie, budując tło historyczne, polityczne i społeczne czasów PRL, uzupełniając swoimi komentarzami.

Jest to niewątpliwie pozycja wartościowa,  zmuszająca do myślenia.


  • Michał Głowiński, Kręgi obcości. Opowieść autobiograficzna, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010


środa, 21 grudnia 2016

"Carska filiżanka" M. Głowiński

Carska filiżanka. Czyż to nie ciekawy tytuł? Już samym swoim brzmieniem zachęcający do czytania? Kojarzący się z domem, przodkami, pięknem. Przyznam, że nie mogłam się mu oprzeć. I nie żałuję, bo opowiadania oparte na autobiograficznych wątkach potwierdziły moje intuicyjne przeczucia.

Jest ich szesnaście. Napisane zostały w konwencji wspomnień. Czas, o którym traktują, rozciąga się od czasów wojennych do peerelowskich. Każda z tych migawek pamięci odkrywa historie różnych osób, snuje się wokół określonych zdarzeń, najczęściej podsumowanych w ich tytułach. Dla każdego, kto przeczytał książkę, nie będą tajemnicą np. Zabójczy chleb lub Kaszanka i śnieg. Dwa niezwykle poruszające obrazki z okupacyjnego życia żydowskiego chłopca. A tych „zakładek” pamięci, jak wspomniałam wcześniej, jest kilkanaście. Dodam, że napisanych pięknym stylem. 

Nie mam wątpliwości, że jeszcze kiedyś do nich powrócę.


  •  Michał Głowiński, Carska filiżanka, wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2016

poniedziałek, 31 października 2016

"Carol", P. Highsmith




Kiedy mężczyzna spotyka kobietę… Wróć. To nie ta bajka. Zatem od początku. Kiedy kobieta spotyka kobietę. W malowniczym… Jakim malowniczym? Zupełnie zwyczajnym. Domu towarowym. Pięknego letniego… Guzik prawda. Zupełnie zimnego i wietrznego dnia tuż przed świętami Bożego Narodzenia… I co? I co? Nie przerywaj. Kiedy kobieta spotyka kobietę… sprzedaje jej kuferek. I tyle? A gdzie romantyzm? Romantyzm? W pierwszym spojrzeniu jednej z nich. Taki zupełnie piorunujący i otumaniający. Jak wzrok węża dla jego ofiary. A więc jednak grzech? Jaki grzech? Początek znajomości, która w pewnym momencie zaczyna zmieniać temperaturę na wyższą. To jednak grzech. Jaki grzech? Przecież miłość nie jest grzechem, co ty opowiadasz. Ale wtedy… No dobrze, masz rację, wtedy to było wielkie obyczajowe „halo”. Tak duże, że nawet Autorka historii musiała się schować pod pseudonimem i to w innym wydawnictwie niż swoje. Takie czasy wtedy były. Że „poprawnym politycznie” grzech był ciągle na myśli. Szczególnie, gdy można go było wytknąć innym. A te kobiety? Otóż to…

Kiedy młoda sprzedawczyni, Therese Belivet dostrzega, jeszcze wówczas nieznajomą, Carol Aird, przeżywa szok. Nie może oderwać od niej wzroku, pragnie jej obecności, kontaktu z nią. Te uczucia są dla niej nowe i niepokojące. Nie wie, co się z nią dzieje, ale mimo wszystko, brnie w tę nowość całą sobą. Co więcej, nie porzuca tych uczuć. Zaczyna działać. Ma cel, do którego stopniowo dąży. Nie może w tym dążeniu stanąć jej na drodze niekochany przez nią narzeczony, konwenanse społeczne, niepewność efektu. Próbuje i… jak przystało na klasyczny romans, wszystko kończy się dobrze. Dwie połówki jabłka znajdują się na właściwym miejscu, chociaż koszty dla jednej z nich są znacznie większe. Haracz dla społeczeństwa musiał być jednak opłacony. Jak to zwykle bywało z zakazanymi związkami. 


  • Carol, Patricia Highsmith, tłum. Krzysztof Obłucki, wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa, 2016

wtorek, 17 lutego 2015

"Bierki" M. Szczygielski




subiektywna ocena książki 5/6



źródło obrazka
 Skoro się powiedziało „a”, trzeba powiedzieć „b”. Sięgnęłam więc po drugi tom Kronik nierówności. I trochę dałam się zaskoczyć. Nie. nie tematem. Wiadomo było, że penis będzie królował i na to byłam przygotowana, ale zdziwiło mnie to, że autorowi udało się wykorzystać po raz kolejny stereotyp do przekazania istotnego problemu, jakim jest w Polsce comingout. Komuś, kto nie znalazł się w takiej sytuacji może wydawać się to nieistotnym marudzeniem wciąż na ten sam temat, lecz dopóki będzie istnieć homofobia, dopóty książki „wałkujące” go będą potrzebne.


Znów oczywiście pojawił się romans z happyendem i dość śmiałe sceny erotyczne (żeby nie powiedzieć pornograficzne) i tu, uwaga!, nie tylko w wykonaniu samych mężczyzn. Znów mamy przystojnych gejów (mogłabym przewrócić oczami, ale „ciacha” zjada się z większym smakiem). Znów problem homofobii – tym razem rodzicielskiej, z gatunku „beton”.

Opowieść toczy się wartko. Bohaterowie piękni, młodzi i… z rożnym statusem majątkowym. Kilka uzupełniających wątków: białaczka, śmierć dziecka, toksyczne rodzicielstwo, szkoła, pierwsza miłość i pierwsze fascynacje erotyczne. 

Postacie kobiece nie są tak wredne i ograniczone jak w Berku. PR im się trochę poprawił.
I znów scena ni z gruszki, ni z pietruszki – piorun kulisty fruwający pomiędzy bohaterami (tworzący pentagram). Gdy zaczynam się nad nią zastanawiać, to dochodzę do wniosku, że albo autor chce nam puścić oko i powiedzieć, że wcale nie musimy wierzyć w historię (dodając Berka z podobnym zabiegiem – w historie) przez niego opowiedzianą, albo próbuje nas przekonać, że jednak jest jakaś odgórna (być może boska) ingerencja w dobre zakończenia i nawrócenia. A może chce po prostu udziwnić akcję, żeby nie była taka przewidywalna? 

Powieść tendencyjna, jednak bardzo dobrze napisana. Warto ją podrzucić młodym ludziom, stojącym przed dylematem „powiedzieć, czy nie powiedzieć”, „być sobą, czy udawać”, i ich rodzicom, szczególnie tym nietolerancyjnym. 



  • Marcin Szczygielski, Bierki, Instytut Wydawniczy Latarnik, Warszawa 2010


* cykl Kroniki nierówności – tom 2