Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odmienność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odmienność. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 maja 2021

"Cukry" D. Kotas

To książka ucieczka nie-ucieczka. Taki paradoks. Jak w życiu czasami bywa.  Chęć ucieczki od siebie, ale z przemożną potrzebą drążenia w sobie.

Autorka gra z nami w odsłanianie siebie, dokopywanie się do głębszych pokładów swojego wnętrza, a jednak... nie przekracza cienkiej granicy, za którą leży bezwstydny ekshibicjonizm. Pokrywa wszystko poetyckim klimatem, tym cukrem pudrem na smutku, cierpieniu i popiele. Gdyby się go zdmuchnęło, bolałoby o wiele bardziej. Jak świeżo rozdrapana rana.

Ale przecież ta książka to nie literatura faktu. Wspomnienie może zostać odbite w krzywym zwierciadle pamięci, może zostać przycięte lub rozciągnięte. Liczy się tylko wola twórcy.

Cukry płyną wartką narracją. Wciągają. Dzięki swojej anegdotyczności, bogactwu obrazowania, odwadze szczerości wyznania. To "siedzenie w cudzej głowie" okazuje się interesującym doznaniem artystycznym. Wygodnym i bezpiecznym, bo zawsze można z niej wyjść i wrócić do własnej rzeczywistości. Chociaż czasami nie aż tak bardzo odmiennej. Dlatego wielu tak bliskiej.

Polecam wrażliwym duszom.



Dorota Kotas, Cukry, Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2021


czwartek, 25 maja 2017

"Dziewczynka, która się nie uśmiechała" S. Dunphy

To nic, że trudno. Czasami trzeba. Być Pigmalionem i kształtować. Młode umysły i serca. Tak, jak czynił to autor Dziewczynki, która się nie uśmiechała, Shane Dunphy.

Dunphy pracował w domach opieki. Nie tylko z dziećmi, ale również z dorosłymi. Pomagał im w zdobywaniu kompetencji społecznych. Najczęściej mógł pochwalić się sukcesami, zdarzały się jednak i trudne chwile, gdy okazywało się, że cała praca jego i jego współpracowników szła na marne. To potrafi każdego zdemotywować. Dlatego i on przechodził chwile załamania, zdarzyło mu się nawet na jakiś czas porzucić pracę w zawodzie i zarabiać jako muzyk w knajpach. Na szczęście kryzys minął i chociaż początkowo zajął się tylko dorosłymi, to los chciał inaczej.

W książce Shane opisuje szerzej rzeczywistość opieki nad dziećmi specjalnej troski, koncentrując się na ośrodku wychowawczym "Małe urwisy" w swojej miejscowości, w którym został szefem. Pokazuje stopniowe ogarnianie chaosu i kolejne milowe kroki w zdobywaniu zaufania dzieci. Przedstawia, jak w jego wychowankach dokonywała się metamorfoza. 

Historia pełna pozytywnego przesłania. Polecam każdemu dla podreperowania wiary w ludzi.

Shane Dunphy, Dziewczynka, która się nie uśmiechała, tłum. Piotr Kleszcz, Wydawnictwo Olé, Warszawa 2014

poniedziałek, 27 października 2014

"Kieszonkowy atlas kobiet" S. Chutnik

Ta książka jest jak zatłuszczone zwierciadło nakierowane na jedną stronę życia. Widać w nim tylko biedę, syf, poniżenie. Nie można go przetrzeć, bo szmata jeszcze bardziej rozmazuje brud. 

Naturalizm w najszczerszym wydaniu. Każda pokraczność, każde wynaturzenie, wulgarność i zło w świetle obnażających je jupiterów. Aż do żołądka podchodzącego do gardła, aż po dreszcz odrazy, grymas współbólu. 
Obrazy płynące we krwi razem ze współczuciem i niechęcią. Myśli: czy ta hiperbola nie nazbyt wyrazista, przytłaczająca? Czy możliwe, by aż tak blisko dna? W moim kraju?

Smutna starość skumulowana w poczekalni przychodni, bezpłodność kobiety ukarana, bunt przeciw grzeczności, odmienność zakamuflowana w kłamstewkach i samotności. 

Historie z ulicy Opaczewskiej. Czarnej Mańki, paniopana Mariana, Marysi, która postanowiła być niegrzeczną i Marii-wysiadującej w piwnicy. Ochota obnażona, chociaż jeszcze nie do czystych kości.


  • Sylwia Chutnik, Kieszonkowy atlas kobiet, Wydawnictwo Ha!Art, Kraków 2009

środa, 24 września 2014

"Tak, ukochana" M. Mazzucco

adres obrazka


Jeżeli o kimś można powiedzieć, że miał skondensowane życie, to na pewno będzie to Annemarie Schwarzenbach. Skupiła w swoim trzydziestoczteroletnim życiorysie tyle, że mogłaby nim obdarować jeszcze kilka osób.

Nie była spokojną matroną, pokornie dostosowującą się do konwenansów, czym przyczyniała się do bólu głowy rodziców. Szokowała, wpadała w tarapaty i nałogi. 

I była ciągle w biegu. W pracy, w życiu codziennym, w miłości. Niepokój gnał ją wciąż przed siebie. Szukała więc uspokojenia w licznych podróżach, w ramionach kochanek, w narkotykach. 

Łamała serca kobiet i mężczyzn, a jej złamała serce Erika Mann. Ironia losu.

Ironia, która kazała jej pewnego dnia przesiąść się na rower i postawiła niewielki kamień na jej drodze. Jak kropkę na końcu życia.

Pozostało po niej wiele rodzinnych zdjęć, kilka utworów literackich, jakieś nakręcone filmy… i zbeletryzowana biografia, odsłaniająca jej bujną, pokręconą, neurotyczną osobowość. 

Polecam.



Melania Mazzucco, Tak ukochana, tłum. Monika Woźniak, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008

poniedziałek, 18 lutego 2013

"Jarmark odmieńców" K. Dunn



Normalność to rzecz względna, aczkolwiek pożądana przez większość przeciętnych ludzi. Jest bowiem znajoma i gwarantuje bezpieczeństwo wśród innych, podobnych osobników. Odmienność może być niebezpieczna.

Przekonała się o tym rodzina Binewskich, nietypowych artystów cyrkowych, którzy stali się celem dla szaleńca ze strzelbą. Uznał ich inność za szkodliwą dla społeczeństwa. I… zaczął strzelać.

Dzieci Binewskich były nietypowe. Były wynikiem eksperymentu. Matka w czasie ciąży, słuchając rad męża, aplikowała sobie i płodom różnorakie trujące kuracje – od zażywania zakazanych leków i narkotyków po naświetlania rentgenem. To skutkowało zniekształceniami ciał dzieci. Im większa okazywała się mutacja, tym rodzice byli dumniejsi. 

Nie uważali, że krzywdzą swoje potomstwo, lecz że TWORZĄ. Czuli się jak boska para, w której rękach spoczywały losy stworzenia. „Nieudane” efekty eksperymentów porzucano lub mordowano. By zadowolić rodziców, należało być dziwnym.

Binewscy wmawiali dzieciom, że je kochają. Szczególnie ojciec lubował się w wygłaszaniu deklaracji miłości. Twierdził, że rodzina jest najważniejsza, że zawsze powinna trzymać się razem. I tak było. Dzieci żyły w odizolowanym środowisku, rzadko kontaktując się z ludźmi z zewnątrz. Ich całym światem były przyczepy cyrkowe i występy przed złaknionym sensacji tłumem. 

Nie dziwi zatem, że nie tylko ciała, ale i psychika tych młodych ludzi zostały zwichrowane. Nadrzędnym celem tej mini sekty stało się chronienie deformacji,  jej propagowanie. Nawet kosztem życia. Nie tylko swojego.

A może… to właśnie rodzina Binewskich była przeciętna? Byli tacy jak większość – samolubni, uważający się za lepszych od innych, za wyjątkowych, marzący, by było ich więcej, tworzący tradycyjną, wielodzietną rodzinę. Stanowili rewers tej samej monety. Niby odmienni, a jednak tacy sami. 

Dla siebie byli przecież normą. To inni byli odmieńcami. Nudnymi i nijakimi w swej zwyczajności zdrowia i proporcjonalności kształtów. To ich należało „udoskonalić” dzięki arturyzmowi*. Dać im szansę bycia wyjątkowymi.

Różnice przydają się w grze manipulatorów, podobnie jak podobieństwa. Można nimi szafować do woli, żeby wygrywać swoje sprawy. Sława, pieniądze, a przede wszystkim władza są tak kuszące. Czym wobec nich strach, poniżenie i cierpienie dyskryminowanych?

Odmienność tolerowana jest zwyczajnością, która nikogo nie bulwersuje ani nie brzydzi. Ona po prostu jest. Tak jak są dąb i buk, świerk i jodła, jabłoń i grusza. Są inne. Są drzewami.


  • Katherine Dunn, Jarmark odmieńców, tłum. Jerzy Jarosław Malinowski, Wydawnictwo G+J, Warszawa 2007


* Arturyzm – sekta, której przywódcą był Arturo „Wodnik” Binewski, najstarszy syn, zamiast rąk i nóg posiadający płetwy. Wyznawcy starali się, dzięki amputacjom, do niego upodobnić. Ideałem było pozbycie się wszystkich kończyn i genitaliów.