Normalność to rzecz względna,
aczkolwiek pożądana przez większość przeciętnych ludzi. Jest bowiem znajoma i
gwarantuje bezpieczeństwo wśród innych, podobnych osobników. Odmienność może
być niebezpieczna.
Przekonała się o tym rodzina
Binewskich, nietypowych artystów cyrkowych, którzy stali się celem dla szaleńca
ze strzelbą. Uznał ich inność za szkodliwą dla społeczeństwa. I… zaczął
strzelać.
Dzieci Binewskich były nietypowe.
Były wynikiem eksperymentu. Matka w czasie ciąży, słuchając rad męża, aplikowała
sobie i płodom różnorakie trujące kuracje – od zażywania zakazanych leków i
narkotyków po naświetlania rentgenem. To skutkowało zniekształceniami ciał
dzieci. Im większa okazywała się mutacja, tym rodzice byli dumniejsi.
Nie uważali, że krzywdzą swoje
potomstwo, lecz że TWORZĄ. Czuli się jak boska para, w której rękach spoczywały
losy stworzenia. „Nieudane” efekty eksperymentów porzucano lub mordowano. By
zadowolić rodziców, należało być dziwnym.
Binewscy wmawiali dzieciom, że je
kochają. Szczególnie ojciec lubował się w wygłaszaniu deklaracji miłości.
Twierdził, że rodzina jest najważniejsza, że zawsze powinna trzymać się razem.
I tak było. Dzieci żyły w odizolowanym środowisku, rzadko kontaktując się z
ludźmi z zewnątrz. Ich całym światem były przyczepy cyrkowe i występy przed
złaknionym sensacji tłumem.
Nie dziwi zatem, że nie tylko
ciała, ale i psychika tych młodych ludzi zostały zwichrowane. Nadrzędnym celem
tej mini sekty stało się chronienie deformacji,
jej propagowanie. Nawet kosztem życia. Nie tylko swojego.
A może… to właśnie rodzina
Binewskich była przeciętna? Byli tacy jak większość – samolubni, uważający się
za lepszych od innych, za wyjątkowych, marzący, by było ich więcej, tworzący
tradycyjną, wielodzietną rodzinę. Stanowili rewers tej samej monety. Niby
odmienni, a jednak tacy sami.
Dla siebie byli przecież normą. To
inni byli odmieńcami. Nudnymi i nijakimi w swej zwyczajności zdrowia i
proporcjonalności kształtów. To ich należało „udoskonalić” dzięki arturyzmowi*.
Dać im szansę bycia wyjątkowymi.
Różnice przydają się w grze
manipulatorów, podobnie jak podobieństwa. Można nimi szafować do woli, żeby
wygrywać swoje sprawy. Sława, pieniądze, a przede wszystkim władza są tak
kuszące. Czym wobec nich strach, poniżenie i cierpienie dyskryminowanych?
Odmienność tolerowana jest
zwyczajnością, która nikogo nie bulwersuje ani nie brzydzi. Ona po prostu jest.
Tak jak są dąb i buk, świerk i jodła, jabłoń i grusza. Są inne. Są drzewami.
- Katherine Dunn, Jarmark
odmieńców, tłum. Jerzy Jarosław Malinowski, Wydawnictwo G+J, Warszawa 2007
* Arturyzm – sekta, której
przywódcą był Arturo „Wodnik” Binewski, najstarszy syn, zamiast rąk i nóg
posiadający płetwy. Wyznawcy starali się, dzięki amputacjom, do niego
upodobnić. Ideałem było pozbycie się wszystkich kończyn i genitaliów.