Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 maja 2017

"Dziewczynka, która się nie uśmiechała" S. Dunphy

To nic, że trudno. Czasami trzeba. Być Pigmalionem i kształtować. Młode umysły i serca. Tak, jak czynił to autor Dziewczynki, która się nie uśmiechała, Shane Dunphy.

Dunphy pracował w domach opieki. Nie tylko z dziećmi, ale również z dorosłymi. Pomagał im w zdobywaniu kompetencji społecznych. Najczęściej mógł pochwalić się sukcesami, zdarzały się jednak i trudne chwile, gdy okazywało się, że cała praca jego i jego współpracowników szła na marne. To potrafi każdego zdemotywować. Dlatego i on przechodził chwile załamania, zdarzyło mu się nawet na jakiś czas porzucić pracę w zawodzie i zarabiać jako muzyk w knajpach. Na szczęście kryzys minął i chociaż początkowo zajął się tylko dorosłymi, to los chciał inaczej.

W książce Shane opisuje szerzej rzeczywistość opieki nad dziećmi specjalnej troski, koncentrując się na ośrodku wychowawczym "Małe urwisy" w swojej miejscowości, w którym został szefem. Pokazuje stopniowe ogarnianie chaosu i kolejne milowe kroki w zdobywaniu zaufania dzieci. Przedstawia, jak w jego wychowankach dokonywała się metamorfoza. 

Historia pełna pozytywnego przesłania. Polecam każdemu dla podreperowania wiary w ludzi.

Shane Dunphy, Dziewczynka, która się nie uśmiechała, tłum. Piotr Kleszcz, Wydawnictwo Olé, Warszawa 2014

poniedziałek, 9 marca 2015

"Hardkorowy romans" E. Illouz

Nie wiem, czy kiedykolwiek zdecyduję się sięgnąć po 50 twarzy Greya. Sądząc po urywkach publikowanych w ramach zachęty, raczej nie. Wiem, wiem, powinnam, bo to przecież taki bestseller, tyle milionów kupionych egzemplarzy i nawet film nakręcono. Ale ten styl, którym napisano tę książkę… 

Przeczytałam za to z zainteresowaniem dzieło Evy Illouz Hardkorowy romans o fenomenie wyniesienia tego utworu E.L.. James na szczyty list czytelniczych. Autorka przygląda się temu zjawisku uważnie, analizuje powody, próbuje zrozumieć i wytłumaczyć (myślę, że także samej sobie): dlaczego? 

Dociekania, jak przystało na profesorkę (Uniwersytet Hebrajski w Jerozolimie) i socjolożkę, przeprowadza w naukowy sposób, odwołując się do licznych prac naukowych. Wykorzystuje też własną wiedzę i przemyślenia. 

Wnioski, które wysnuwa, są interesujące i w dużej mierze dające się dopasować do szerszego zjawiska popularności niektórych pozycji na rynku wydawniczym. Ciekawe są też jej uwagi o przemianach kulturowych, wpływających na akceptację dzieł o tematyce, dawniej uważanej za niemoralną i często blokowaną przez cenzurę. 

Hardkorowy romans jest pozycją interesującą i przydatną w zrozumieniu zmian zachodzących w kulturze współczesnej. Dodatkowym atutem jest to, że dobrze się ją czyta. Tekst napisano prawdopodobnie w celach popularnonaukowych, gdyż nie męczy nadmiarem fachowych określeń, tak trudnych w odbiorze przez laika.

Polecam.


  • Eva Illouz, Hardkorowy romans. „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, bestsellery i społeczeństwo, tłum. Jacek Konieczny, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2015

wtorek, 29 kwietnia 2014

"Balsam dla duszy" J. Canfield, M.V. Hansen

adres zdjęcia



Ludzie mają swoje historie. Historie potrafią wzruszać. Mnie wzruszyły. Niejedna łza potoczyła się po moim policzku, niejeden uśmiech rozjaśnił twarz. I zawsze pojawiała się refleksja – jak dobrze, że jest tyle mądrych, dobrych ludzi na świecie.


Balsam dla duszy czyli opowieści otwierające serca i rozgrzewające ducha zebrane i spisane przez Jacka Canfielda i Marka Victora Hansena, tłum. Ewelina Jagła, Wydawnictwo Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 1996

sobota, 3 listopada 2012

"Byłam po drugiej stronie lustra", A. Lauveng



Schizofrenia jest pułapką dla umysłu. Myśli dają się oplątać nierealnymi wizjami, zmysły poddają się oszukańczym grom. Nic nie jest na swoim miejscu, a lęk, wstyd i bezsilność dominują jak udzielni książęta wśród innych uczuć. 

Nie jest łatwo być atakowanym przez swoje urealnione lęki, zupełnie pozbawione skrupułów. Powoduje to wewnętrzne rozbicie, utratę wiary w samego siebie, nieporadność w pokonywaniu agresorów.

Nie jest łatwo wyjść ze schizofrenii. Ale… jest to możliwe. Całkowicie udaje się to zaledwie (czy aż) jednej trzeciej pacjentów, jedna trzecia jest wyleczona częściowo (tzn. funkcjonuje normalnie w społeczeństwie przy wspomaganiu farmakologicznym) i tylko pozostała część przegrywa walkę. 

Arnhild Lauveng wygrała. Wydostała się ze „szponów” choroby, została psychologiem (co było jednym z jej dziecięcych marzeń) i obecnie pomaga innym zmagać się z psychicznymi problemami. 

Zapewne to, że sama borykała się z podobnymi trudnościami jak jej pacjenci, daje jej głębszy i bardziej empatyczny wgląd w ich schorzenia. Co nie oznacza, że jest „wszystkowiedząca”. Jak sama twierdzi, każdy z przypadków jest indywidualny i musi być rozpatrywany osobno, pomimo pewnych podobieństw. 

Lauveng doskonale pamięta swoje zmagania z chorobą. Długoletni czas wycięty z jej życiorysu. Pełen luk w pamięci (wywołanych środkami psychotropowymi), których nie będzie już nigdy w stanie samodzielnie uzupełnić. Pamięta grozę jaką przejmowały ją wszechobecne wilki i sadystyczny Kapitan. Ból ran, które sobie sama zadawała. Poniżenie "fundowane" przez innych. Ale pamięta także miłość otrzymywaną od swojej matki i siostry. Kobiet, które nigdy nie zwątpiły w jej wyzdrowienie. 

Znamienne dla ich relacji jest zdarzenie opisane przez autorkę w książce. Wspomina ona o jednej ze swoich rzadkich wizyt w domu, gdy przybyła tam tylko na kilka godzin, a jej pokój był wysprzątany, wodne łóżko ciepłe, zaś na stole stał najpiękniejszy i najcenniejszy w domu porcelanowy serwis z różyczkami. To sprawiło, że poczuła się kochana i oczekiwana. Dało jej siłę, by poskromić swoją chęć rozbijania wszelkiego rodzaju kubków i talerzy, służących jej później do samookaleczania się. Bo przecież jej mama wiedziała, co może zrobić z tym pięknym serwisem. Mimo to jej zaufała. Jak zdrowej Arnhild, a nie pacjentce szpitala psychiatrycznego.

Lauveng wspomina także innych ludzi: lekarzy, terapeutów, pielęgniarki, policjantów. Tych dobrych i tych, którzy zupełnie minęli się z powołaniem, gdyż i takich nie brakowało.
Opisała na przykład historię z pielęgniarką. Pewnego dnia siedziały w sali głównej i rozmawiały o tym, czy pomarańcza jest owocem cytrusowym, czy nie. Arnhild twierdziła, że tak, pielęgniarka nie zgadzała się z nią. Dziewczyna podniosła się i podeszła do półki ze słownikami, żeby sprawdzić kto ma rację. Pielęgniarka chyba nie chciała być głupsza od „psycholki”, więc wezwała pomoc, która szybko zajęła się „niebezpieczną” pacjentką. Czym bowiem były wówczas jej słowa, że chciała tylko sprawdzić hasło w słowniku… 

Jej słowo, słowo schizofrenika nic nie znaczyło. Podobnie jak jej wyrażane wprost uczucia i potrzeby. Nikogo nie obchodziło, gdy spokojnie informowała, że czuje się samotna, nieszczęśliwa czy zmęczona. Reagowano dopiero na przekaz przerysowany, „okraszony” gwałtownym lub niebezpiecznym zachowaniem, przywoływaniem „na pomoc” omamów (w jej przypadku wilków). Niezwykle paraliżowało to wolną wolę pacjenta. 

Lauveng wyzdrowiała. Ale nie zapomniała, dlatego postanowiła napisać o swoich przeżyciach, by w ten sposób pokazać mechanizmy działania zakładów zamkniętych  i samej schizofrenii. Jej książka to zbiór bardzo osobistych przeżyć, refleksji i wskazówek. Można dzięki niej wiele zrozumieć i dużo się nauczyć. Nie ma tam bowiem owijania w bawełnę, ukrywania „brzydkich” momentów, jest za to szczera aż do bólu prawda. 

  • Arnhild Lauveng, Byłam po drugiej stronie lustra. Wygrana walka ze schizofrenią, tłum. Ewa Bilińska, Wydawnictwo Smak Słowa, Sopot 2008

piątek, 19 października 2012

T.Bradberry, J.Greaves,"Podręcznik inteligencji emocjonalnej"



Po książkę sięgnęłam zachęcona tytułem: Podręcznik inteligencji emocjonalnej. Ok, pomyślałam, pewnie będzie coś pouczającego. Akurat! Politura i blichtr, czyli wiele wiatru na młyn (wodny;)). Nie podręcznik a bryk. I jako taka forma – godny polecenia. Natomiast, jeżeli komuś naprawdę zależy na pogłębieniu tematu, to będzie musiał sięgnąć po inną pozycję.

Książka napisana przystępnym językiem, okraszona historyjkami z życia, które lekko się czyta. Plus, jak na bryk przystało, za małą objętość.

Sympatyczna lektura dla tych, którzy dopiero pierwszy raz zetknęli się z zagadnieniem inteligencji emocjonalnej.

  • Travis Bradberry i Jean Greaves, Podręcznik inteligencji emocjonalnej. Wszystko, co potrzebne, by uruchomić swoje EQ, tłum. Agnieszka Czardybon, Wydawnictwo HELION, Gliwice 2006


piątek, 5 października 2012

"Terapia Wielkiego Ładu", M.D. Gostyńska



W latach sześćdziesiątych w Polsce biblioterapia zaczynała dopiero raczkować. Niewiele było osób nią się zajmujących. Jedną z nich była Maria D. Gostyńska, która w 1965 roku (jako pierwsza w Krakowie) zaczęła prowadzić w III Klinice Chorób Wewnętrznych punkt biblioteczny dla pacjentów. To sprawiło, że miała ułatwiony kontakt z ludźmi chorymi i cierpiącymi. Rozmowy z nimi o książkach sprawiały jej przyjemność, a jednocześnie wpływały na łagodzenie ich lęków (tym bardziej, że wielu z nich było nieuleczalnie chorymi). 

Maria D. Gostyńska zaczęła dostrzegać zbawienny wpływ biblioterapii na pacjentów. To sprawiło, że stała się znanym praktykiem i teoretykiem tej terapii, publikującym swoje prace w wielu fachowych czasopismach, zarówno medycznych, jak i bibliotekarskich.

Jej Terapia Wielkiego Ładu to zbiór rozmów o książkach z kilkoma wybranymi pacjentami, wśród których była i Ada Greczka, dziewczyna chora na białaczkę, studentka filologii klasycznej, która zwróciła jej uwagę na literaturę antyczną, i Roman, inżynier elektronik i cybernetyk, pięćdziesięciolatek chory na Buergera, podchodzący do życia z dużym poczuciem humoru, i Bohdan, młody, utalentowany malarz, z trudem mogący utrzymać pędzel w swoich drżących rękach, który potrafił w swoich obrazach przedstawiać swoją filozofię świata, filozofię, która doprowadziła go do samobójczej śmierci, i Stanisław, i jej ulubieniec, William. 

Wszyscy ci ludzie kochali rozmawiać o książkach, a każdy z nich znajdował w nich coś dla siebie. Co więcej, potrafili dzielić się z tym ze swoją rozmówczynią, która, jak sama twierdziła, również dzięki nim dojrzewała jako człowiek i uczyła się radzić z ich (a potem, gdy sama zachorowała z własnym)cierpieniem.

Jest to książka rozmów pełnych filozofii, rozważań na trudne tematy, taka, która zmusza do refleksji.

·         Maria D. Gostyńska, Terapia Wielkiego Ładu, Wydawnictwo Literackie, Kraków,Wrocław, 1984