Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 marca 2017

"Pod prąd" R. Biedroń



Robert Biedroń jest takim polskim kopciuszkiem, który stał się królewną. Zaczynał od dostawania „po łbie”, a skończył na stanowisku prezydenta Słupska. Kariera rodem z Hollywood. Iście w stylu amerykańskim. Jak na warunki naszego kraju – wręcz cud.

Podoba mi się jego działanie i samozaparcie. To dążenie do realizacji marzeń, odwaga do bycia sobą i otwartego głoszenia własnych poglądów, to parcie „pod prąd”. Niewątpliwie jest liderem, jak sam siebie określa. I popieram wiele jego rozwiązań i pomysłów, bo jakoś mi tak do nich blisko. 

Cieszę się, że dane mi było przeczytać wywiad rzekę z tym człowiekiem. Było to naprawdę ciekawe doznanie i poznanie.


  • Robert Biedroń, Magdalena Łyczko, Pod prąd, wydawnictwo Edipresse, Warszawa 2016


niedziela, 5 lutego 2017

"Trzewiczki Matki Boskiej" J. Sokolińska



O co chodzi z tymi „trzewiczkami Matki Boskiej”? pomyślałam. Muszę się tego dowiedzieć – dodałam. I dałam się ponieść ciekawości.

Na szczęście nie zaprowadziła mnie ona do piekła, ani nawet do jego przedsionka, a jedynie wprowadziła w pewną, dość zabawnie opisaną historię Doroty Sadowskiej, domorosłej detektywki, wyrosłej na kryminalnych serialach, świadka potrącenia przez nieznanego sprawcę, Tatiany Szykier.

Ofiara trafia do szpitala, po czym umiera, nie od ran odniesionych w wypadku, ale za sprawą konwalii. I tu zaczyna się ciąg dziwnych przypadków, w które wplątane zostają nie tylko konwalie, ale i oleander, i dwa psy rasy springer spaniel angielski o imieniu Chrupek, i trzy panie w średnim wieku o dziwnym poczuciu sprawiedliwości, że o mężu Doroty, Filipie i ich gosposi, pani Wandzie, nie wspomnę. 

Tu i ówdzie giną ludzie i zwierzęta, a Dorota staje się coraz bardziej podejrzliwa. W czym nie przeszkadza jej niespodziewana, aczkolwiek zagrożona ciąża. 

Akcja miesza się i zapętla, by w końcu ulec rozwiązaniu. Wyjaśnia się nawet kwestia owych intrygujących trzewiczków. 

Książkę czyta się szybko i raczej z uśmiechem, na plus – każda z osób ma charakterystyczny sposób wysławiania, na minus – powierzchowność wątków i pewna chaotyczność, być może zamierzona. Do poczytania dla relaksu.


  • Joanna Sokolińska, Trzewiczki Matki Boskiej, Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2015

niedziela, 22 stycznia 2017

"Dziecko z chmur" J. Bigos, B. Mozer

Niektórzy chcą mieć dzieci, inni niekoniecznie. Dobrze, gdy sami mogą o tym zadecydować, gorzej, kiedy coś niezależnego od ich woli staje im na przeszkodzie. I wtedy zaczynają się trudności. 

Dziecko z chmur traktuje o takich trudnościach. Zostało napisane przez dwie kobiety, przyjaciółki od czasów studenckich, borykające się z problemem bezpłodności. Obie bardzo pragną potomstwa, ale z różnych powodów ich marzenie nie chce się spełnić. Nie pomagają ani medycyna (konwencjonalna i niekonwencjonalna), ani dieta, ani wiara. Naturalna chęć bycia matką w pewnym momencie zaczyna przeradzać się wręcz w obsesję.

Do czasu znalezienia rozwiązania, jakim okazuje się adopcja.  Tych „narodzin w sercu”, jak nazywają to obie autorki. Akt miłości i akceptacji innej drogi do rodzicielstwa. 

Książka, która mnie momentami irytowała, momentami wzruszała, momentami wywoływała niedosyt informacji. Jednego jej jednak nie można zarzucić – jest to na pewno historia prawdziwa. 


  • Justyna Bigos, Beata Mozer, Dziecko z chmur, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2010

piątek, 6 stycznia 2017

"Kręgi obcości", M. Głowiński

Każdy z nas wkracza czasami w jakiś krąg obcości, w którym wszystko go uwiera i ciśnie, z którego chciałby jak najszybciej się wydostać. I na ogół mu się to udaje. Wcześniej czy później. Ale są też wyjątki. Zdarza się, że wyalienowanie staje się drugą skórą, prowadzi do zamknięcia w sobie, do lęku przed innymi, do depresji, a nawet samobójstwa. Trudno bowiem jest być papugą wśród wron, chcących za wszelką cenę zadziobać odmieńca. I chociaż czasami wystarczy po prostu wyjechać, uciec ze strefy zagrożenia, nie zawsze jest to możliwe i decydują o tym różne względy, nie tylko zewnętrzne.

Michał Głowiński w swojej książce Kręgi obcości uchyla nam rąbek tajemnicy, odsłania swoją przeszłość, dzieli się swoimi lękami i spostrzeżeniami. Oglądamy zatem świat, szczególnie Polskę, z perspektywy człowieka, który przeżył holokaust, był skazany na zagładę, a jednak przeżył. Wbrew wszystkim przeciwnościom. Dzięki pomocy dobrych ludzi, obcych i przyjaciół. Zdarzenia te zdeterminowały jego życie, „obdarowały” klaustrofobią i wyjątkowym przeczuleniem na wszelakie objawy antysemityzmu, zaś w szerszym pojęciu rasizmu i nietolerancji.

Autor dotyka też innej swojej „rany”, jaką jest homoseksualizm. Zdradza swoje zmagania z własną naturą, życie w poczuciu winy i strachu przed odkryciem przez innych prawdy, opowiada o swojej długoletniej samotności (nie do końca z wyboru) i o marzeniach znalezienia swojej połówki. I w końcu o przemianie tej sfery życia,  coming oucie, wyzwoleniu.

Bardzo ciekawie opisuje również Michał Głowiński swoją ścieżkę zawodową, która zaprowadziła go do profesury i ugruntowanego miejsca pośród wybitnych badaczy literatury. Kolejne etapy relacjonuje wyjątkowo skrupulatnie, budując tło historyczne, polityczne i społeczne czasów PRL, uzupełniając swoimi komentarzami.

Jest to niewątpliwie pozycja wartościowa,  zmuszająca do myślenia.


  • Michał Głowiński, Kręgi obcości. Opowieść autobiograficzna, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010


środa, 21 grudnia 2016

"Carska filiżanka" M. Głowiński

Carska filiżanka. Czyż to nie ciekawy tytuł? Już samym swoim brzmieniem zachęcający do czytania? Kojarzący się z domem, przodkami, pięknem. Przyznam, że nie mogłam się mu oprzeć. I nie żałuję, bo opowiadania oparte na autobiograficznych wątkach potwierdziły moje intuicyjne przeczucia.

Jest ich szesnaście. Napisane zostały w konwencji wspomnień. Czas, o którym traktują, rozciąga się od czasów wojennych do peerelowskich. Każda z tych migawek pamięci odkrywa historie różnych osób, snuje się wokół określonych zdarzeń, najczęściej podsumowanych w ich tytułach. Dla każdego, kto przeczytał książkę, nie będą tajemnicą np. Zabójczy chleb lub Kaszanka i śnieg. Dwa niezwykle poruszające obrazki z okupacyjnego życia żydowskiego chłopca. A tych „zakładek” pamięci, jak wspomniałam wcześniej, jest kilkanaście. Dodam, że napisanych pięknym stylem. 

Nie mam wątpliwości, że jeszcze kiedyś do nich powrócę.


  •  Michał Głowiński, Carska filiżanka, wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2016

poniedziałek, 28 listopada 2016

"Kato-tata. Nie-pamietnik", H. Opfer




Czasami nie można uciec. Po prostu. Jest się przypartym do muru i widzi się wycelowane w siebie lufy. Także te metaforyczne. Zwane naukowo penisami. Szczególnie, gdy jest się dzieckiem lub nastolatką i nie wie się, że jednak można. Że istnieje inna rzeczywistość, normalni, opiekuńczy rodzice, świat bez przemocy i gwałtu.

Halszka Opfer długo nie wiedziała, że można żyć inaczej. Nie miała pojęcia, kto mógłby jej pomóc, skoro własna matka miała centralnie gdzieś jej cierpienie, a ojciec był jego przyczyną. Nie znalazła pomocy u dorosłych. Wręcz przeciwnie. Na ogół wykorzystywali oni jej słabość, wyczuwali lęk i poczucie niskiej wartości. Korzystali z jej milczenia, uznając je za przyzwalające. 

Mężczyźni pozwalali sobie na gwałty, kobiety na poniżanie. Tak, jakby na twarzy miała wypisane: krzywdź mnie! 

Halszka stała się ofiarą. Jej psychika wynaturzyła się, pogrążyła w stanach lękowych i fałszywych opiniach o sobie. Nikt zdrowy nie przyzna, że jest kimś nieczystym, nie czuje odrazy do swojego ciała. 

Jej opowieść to pasmo nieszczęść, przemocy rodzinnej, wykorzystywania seksualnego, obojętności. To historia bardzo smutna i przytłaczająca, obnażająca małostkowość natury ludzkiej i zmuszająca do zadania jednego podstawowego pytania: a gdzie była wtedy opieka socjalna?

Dla Halszki ten czas minął bezpowrotnie. Niechętnie jednak trzeba przyznać, że są inne dzieci o podobnych życiorysach. Tu i teraz. Im jeszcze można pomóc. Dlatego czas, by normalni dorośli otworzyli szeroko oczy i zaczęli zauważać. Zanim będzie za późno.


  • Halszka Opfer, Kato-tata. Nie-pamiętnik, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2011

poniedziałek, 7 listopada 2016

"Ballada o kapciach" A. Kaczorowski



Ballada o kapciach. Ale ta ballada taką bardziej gawędą, bardziej wspomnieniem się jawi. Krokiem w historię. Trochę własną, trochę przodków, a trochę wspólną. Ale na pewno ciekawą. Jak każda opowieść o życiu. 

Jest w tej opowieści Aleksandra Kaczorowskiego miejsce dla dziadków i rodziców, dla wujów i ciotek, dla miejsc bliskich jego sercu. Szukamy więc razem z nim jego korzeni. Błąkamy się po pamięci jego i jego najbliższych. Krążymy po ziemi mazowieckiej, docierając do Sochaczewa, Żyrardowa, Grodziska Mazowieckiego i kilku innych miejscowości, mając za przewodnika rzetelnie przygotowanego do tej roli autora. Bo odwołuje się on do tekstów m.in. Pawła Hulki-Laskowkiego, Stanisława Rembeka, Izaaka Babla. Wrzuca on w swoje eseje również odrobinę reportażu. I rozmawia, rozmawia, rozmawia, ciągnąc za języki nie tylko najbliższych.

I tak dowiadujemy się np., że przedwojenny Żyrardów miał swoją aferę finansową, że Sochaczew mógłby zostać nazwany miastem „frontu”, gdyż tyle razy ścierały się tu i w jego okolicy różne armie, że w Grodzisku żył Franciszek Kłos, bandyta i kolaborant, którego losy zostały nie tylko opisane, ale i sfilmowane. 

Kaczorowski sypie wiedzą i anegdotami, porusza różne tematy całkiem subiektywnie, czasami ostro, bardzo emocjonalnie, nie kryjąc swoich sympatii i antypatii. Dlatego nie jest bezbarwny i dlatego czyta się go z zainteresowaniem.


  • Aleksander Kaczorowski, Ballada o kapciach, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012