Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okupacja hitlerowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okupacja hitlerowska. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 grudnia 2016

"Carska filiżanka" M. Głowiński

Carska filiżanka. Czyż to nie ciekawy tytuł? Już samym swoim brzmieniem zachęcający do czytania? Kojarzący się z domem, przodkami, pięknem. Przyznam, że nie mogłam się mu oprzeć. I nie żałuję, bo opowiadania oparte na autobiograficznych wątkach potwierdziły moje intuicyjne przeczucia.

Jest ich szesnaście. Napisane zostały w konwencji wspomnień. Czas, o którym traktują, rozciąga się od czasów wojennych do peerelowskich. Każda z tych migawek pamięci odkrywa historie różnych osób, snuje się wokół określonych zdarzeń, najczęściej podsumowanych w ich tytułach. Dla każdego, kto przeczytał książkę, nie będą tajemnicą np. Zabójczy chleb lub Kaszanka i śnieg. Dwa niezwykle poruszające obrazki z okupacyjnego życia żydowskiego chłopca. A tych „zakładek” pamięci, jak wspomniałam wcześniej, jest kilkanaście. Dodam, że napisanych pięknym stylem. 

Nie mam wątpliwości, że jeszcze kiedyś do nich powrócę.


  •  Michał Głowiński, Carska filiżanka, wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2016

piątek, 4 stycznia 2013

"Pianista" W. Szpilman

subiektywna ocena książki: 5/6


Przed laty oglądałam Pianistę w reżyserii Romana Polańskiego. Przyznam, że zrobił na mnie wrażenie. Dlatego, gdy ujrzałam książkę o tym samym tytule, postanowiłam ją przeczytać. Tak dla porównania, a przy okazji i dla odświeżenia pamięci.

Szpilman napisał swoje wspomnienia na gorąco, zaraz po wojnie. Pierwsze ich wydanie, mocno okrojone przez cenzurę (w tym przypadku w osobie Jerzego Waldorffa), ukazało się w 1946 pod tytułem: Śmierć miasta

Ingerencji należało się spodziewać, gdyż autor poruszył w swoim pamiętniku niewygodne dla stalinowców i Izraela tematy. Nie zataił bowiem faktu kolaboracji z nazistami niektórych Żydów i Polaków, nie przemilczał okrucieństwa nazistów litewskich i ukraińskich, bez skrupułów znęcających się nad okupowanymi, bez mrugnięcia okiem mordujących ich (dla przyjemności i dla łupów). W tamtych czasach trzeba było „chronić” dobre imię „bratnich narodów”. Prawda nie była aż tak istotna.

Książka ukazała się zatem w 1946 roku i wkrótce „słuch o niej zaginął”. Dopiero po upływie ponad pięćdziesięciu lat została ponownie wydana (1998). W Niemczech. I od tego czasu zaczęło być o niej głośno. Wkrótce zaczęto wydawać ją w innych państwach, nie tylko europejskich. Znalazła się  na listach najlepszych książek 1999 roku m.in. takich gazet jak „The Times” i , „The Guardian”. A w końcu dotarła do Polski, gdzie wydano ją w 2001 roku. 

Do moich rąk książka dotarła w 2012. 

Nie są to wspomnienia wojenne z gatunku najbardziej drastycznych, jakie dane mi było kiedykolwiek czytać, ale są na pewno poruszające. Szpilman pokazuje w nich kawałek swojego życia, które w tamtym okresie zostało brutalnie zgnojone przez niemieckich oprawców. Pokazuje walkę, nie tylko z zewnętrznymi przeciwnościami, ale i z samym sobą. Słabość zaszczutego człowieka, który, mimo wszystko, ma jeszcze siłę walczyć o przetrwanie. Opisuje też tych, którzy nie wytrzymali presji i stali się zdrajcami i katami. Którzy sprzedawali towarzyszy niedoli, by choć trochę przedłużyć własną egzystencję i tych, którzy najzwyczajniej w świecie chcieli się dorobić na cudzym nieszczęściu, jak niejaki oszust Szałas, „opiekujący” się tak troskliwie Szpilmanem, że o mało tamtego nie zagłodził.

Szpilman kontrastuje wojnę i rodzinę. Rodzina to ostoja ciepła i bezpieczeństwa, miłości, poświęcenia dla bliskich, wojna to czas odbierania tego wszystkiego. Niszczenia i gnojenia. Niedobry czas, w którym królują jednostki zdegenerowane i sadystyczne. 

Autor pozostawia jednak światełko nadziei w ludzi. Jak chociażby opisując pomoc zaoferowaną mu przez oficera Wehrmachtu, Wilma Hosenfelda, dzięki której udało mu się dotrwać do końca wojny. 

Bo wojna oprócz łotrów objawia także bohaterów. 

Nie można przecież zapomnieć o tych ludziach, Polakach, którzy z narażeniem życia ukrywali go w swoich mieszkaniach, którzy organizowali mu w tych trudnych czasach pożywienie, dodawali mu otuchy. Dzięki którym samotność osieroconego człowieka stawała się do zniesienia.

·         Władysław Szpilman, Pianista, Wydawnictwo Znak, Kraków 2003